Aplikacje mobilne a product placement

Fakt, że rynek urządzeń mobilnych jest jedną z najprężniej rozwijających się branż nie dziwi nikogo. Analogicznie, na popularności zyskują aplikacje mobilne, a ich projektowanie jest w tej chwili jedną z najbardziej pożądanych umiejętności na rynku pracy. Razem z rozwojem aplikacji mobilnych, marketerzy zaczęli sięgać do nowych ścieżek dotarcia do odbiorcy i w ten sposób zaczął rozwijać się marketing mobilny, za pomocą product placement umieszczonych w aplikacjach.

Kwestia etyki: czy aplikacje mobilne powinny zawierać product placement?

aplikacje mobilneW tej chwili na całym świecie kampanie kierowane na smartfony biją rekordy popularności, stają się wręcz głównym narzędziem marketingowym w przypadku co poniektórych grup docelowych. Tworzenie aplikacji mobilnych, niemających szczególnego znaczenia merytorycznego, a będącymi raczej gadżetami, do tego zawierającymi lokowanie produktu, to trend branżowy. W Polsce najbardziej znanym przykładem marketingu mobilnego, jest gra na urządzenia mobilne, ze znanymi z reklam „Sercem i Rozumem”. Każdy, kto choć trochę rozumie filozofię reklamy i marketingu wie, że najlepszą metodą na pozytywny wizerunek marki, jest umieszczenie jej w pozytywnym medium. W związku z tym, aplikacje mobilne, typu gry, czy przydatne programy bankowe lub zakupowe, zawierają szereg ulokowań produktu, nad którymi konsument się nie zastanawia, po prostu przyjmuje podświadomie, że przedstawione zostały mu produkty dobrej marki, po które warto sięgnąć, bo inaczej nie pojawiły y się w jego ulubionej aplikacji mobilnej.

Product placement nie jest zjawiskiem nowym. Fani gier, głownie wydawanych na konsole, ale także na PC, spotykają się z tym zjawiskiem już od dawna. Według badań, ten rodzaj reklamy wzbudza wręcz momentami bardzo pozytywne wrażenia, a marki ukryte w grach komputerowych, cechuje bardzo duża rozpoznawalność, a wręcz zainteresowanie. Więc dlaczego nie przenieść tej formy marketingu i wykorzystać aplikacje mobilne, jako nowoczesny nośnik reklamowy, umieszczony, co tu dużo mówić, w medium, używanym przez już prawie każdego.